Toy rosyjski

Historia rasy toy rosyjski Wzorzec rasy toy rosyjski

Toy terriery posiadam krótko, ale intensywnie 😉  -dość powiedzieć, że całkowicie skradły moje serce. Jak to się w zasadzie stało, że miłośniczka psów dużych, masywnych, pracujących skończyła z takimi szczurami? W zasadzie to nie wiem, chyba po prostu się starzeję 😉 Faktem jest że od dawna szukałam małej rasy psów, która zastąpiłaby mi Venę. Przy czym gdyby nie zakazy, którymi staffiki objęte są w niektórych krajach (np. Niemczech, gdzie mam rodzinę i gdzie często jeżdżę), to pewnie staffikom byłabym wierna do końca życia. Jednak ze względów praktycznych szukałam rasy mniej problematycznej w podróżowaniu. Analizowałam, rozmawiałam z hodowcami różnych ras, czytałam i ciągle nie mogłam znaleźć psa, który byłby mały, niekłopotliwy w pielęgnacji, ładny (!!!) i do tego dobrze komponował się z malinami. Aż tu u moich malinowych znajomych zaczęły pojawiać się toye. Pierwsze chyba ściągnęła do swojej hodowli Kasia Wójcik z Miód Maliny, której hodowli, chociaż pod innym przedomkiem jest moja Kati. Następne toye (od Kasi 😉 ) pojawiły się u Magdy Gawron i Marty Pogorzelskiej- obie ze swoimi malinami startują w międzynarodowych konkursach w mondioringu, oraz u Doroty Patrzałek, trenującej i startującej w IGP.  Więc w końcu i ja, z pewnymi oporami, dałam się namówić na toya. I tak trafiła do mnie Hera, która ujęła mnie od pierwszej chwili! Nie tylko świetnie dogadywała się z resztą suk, ale w dodatku charakter miała przebojowy- zdecydowanie nie dawała sobie dmuchać w kaszę. Przy tym była mega słodka… Nic dziwnego że wpadłam w toye jak śliwka w kompot. Chwilę później do mojej siostry trafił starszy już, dojrzały ojciec dzieciom samiec toya, Kuba, który miał być w przyszłości mężem dla Hery. Nie muszę dodawać że na punkcie Kuby zarówno moja siostra, jak i jej mąż całkowicie stracili głowę… Pod Kubę wybierana była kolejna w naszym toyowym stadzie Jodyna, również z Miód Maliny. Jodyna szybko stała się moją ulubienicą- o ile Hera bywa stanowcza, ale przede wszystkim jest słodka, o tyle z Jodyny to kawał cholery 😉 Żre jak smok, fajnie się bawi, ogólnie niezły prospekt na psa do roboty. A przy okazji rozstawia wszystkie psy po kątach.

Jeśli chodzi o Vikę i Zośkę to w zasadzie kwestia przypadku- ot, dowiedziałam się o likwidacji hodowli i że do wzięcia są dwie dorosłe już suki. Pojechałam z mężem tylko zobaczyć-może kupić młodszą, a wróciliśmy z obiema… Mój mąż z miejsca zakochał się w Viktorii, zresztą trudno się dziwić, bo jest nie tylko ładna, co też ogromnie sympatyczna. A Zośki, sprawdzonej matki, Czempionki Polski grzech było nie wziąć. Tym samym zostaliśmy skutecznie zatoyeni.

Co ciekawe 4 toye są znacznie mniej kłopotliwe niż jedna malina- nie tylko ze względu na rozmiary. Owszem, są to psy wymagające uwagi, wymagające ćwiczeń umysłowych i fizycznych, ale równie chętnie będą grzały kanapę, przy tym nie zajmując jej zbyt wiele.